Edukacja naszego diablęcia weneckiego...hmm...diabląt weneckich...

14 sierpnia 2003 Figa zdała egzamin PTI na ocenę doskonałą, otrzymała 192 pkt z 200 możliwych! :)

Z Mirandą uczęszczamy na zajęcia PTI do tej samej szkoły, w której szkoliła się Figa: do prywatnego ośrodka szkolenia psów "BARITUS" Szkoła prowadzona jest przez Małgosię i Kamila Kędziorków, tel. +48 602 661 355. Zajęcia odbywają się w Warszawie, na płycie lotniska Bemowo, przy ul. Piastów Śląskich, na przeciwko hipermarketu Carrefour. Jeśli lubisz psie sporty Baritus zaprasza również na AGILITY! Gorąco z Figą i Mirandą polecamy - jakość sprawdzona na własnej rudej i pręgowanej skórze:)!

Tak przebiegała nasza przygoda w szkolenie:

Do szkolenia tradycyjnego, na kursie PTI organizowanym przez Związek Kynologiczny, nie miałyśmy z Figą ani szczęścia, ani cierpliwości. Figulec nudził się niemiłosiernie... Z takich i innych powodów z kursu na miesiąc przed jego zakończeniem zrejterowałyśmy... I dobrze, wcale nie żałujemy...
Zupełnie przypadkiem, szukając alternatywnych metod szkoleniowych trafiłam na strony warszawskiego klubu agility "Alternatywa". Na ich stronach znalazłam odnośnik do klikerowej listy dyskusyjnej, zapisałam się, zaczęłam czytać archiwalne posty i wsiąkłam totalnie:) W internecie jest również opublikowana książka pani Barbary Waldoch "Pozytywne szkolenie psów". Wszystkim, którym zależy na pogłębieniu kontaktu z własnym piechem polecam przeczytanie tej książki "od deski do deski".
Dzielnie z Figulcem uczęszczałyśmy na zajęcia klikerowe, prowadzone przez Gosię i Kamila Kędziorków ze szkoły BARITUS. Kurs zakończył się egzaminem przed komisją ZwK i Figa uzyskała dyplom ukończenia szkolenia PTI. Klikerowo można wyszkolić psa nawet do IPO, co mam nadzieję Mirandzie się uda (Figa niestety ze względu na przyplątanie się padaczki polekowej, będzie trenować agility).
Tak wygląda kliker - jest to małe pudełeczko z blaszką w środku, która po naciśnięciu wydaje dźwięk klik.
Kliker służy do zaznaczenia psu, że właśnie wykonał coś, o co nam chodzi. Natychmiast po kliknięciu podajemy smakołyk, lub coś za czym pies szaleje, np. przez chwilę bawimy się w przeciąganie kółka. Zasada jest prosta: zawsze nagradzamy te zachowania psa nad którymi w danej chwili pracujemy, jeśli pies nie wykonuje naszych poleceń, jest po prostu ignorowany. W tej metodzie szkolenia tylko nagradzamy.
Na szkoleniu tradycyjnym, Figulec nie potrafił, bądź nie chciał "załapać" chodzenia przy nodze - napierała na smycz i ciągnęła pańcię za sobą. Tradycyjna metoda nauki chodzenia przy nodze polega na pokazaniu psu szarpnięciem smyczy, że wygodniej mu będzie iść jednak przy nodze przewodnika. Pies idzie przy nodze - nagroda, wyrywa się do przodu lub zostaje w tyle - szarpnięcie. W efekcie takich praktyk moja spryciula zaczęła boczyć się na smycz i na wyjazdy na szkolenie. Nie na każdego psa działa metoda "ordnung must sein" (czy jak to się pisze...)
W większości przypadków największym problemem w układaniu psów jest ich nieumiejętność skoncentrowania się na przewodniku, Tego na tradycyjnym szoleniu psów nie uczą. Od psa się wymaga i wymusza, pożądane zachowania nagradzając, a niepożądane karcąc.
Zajęcia klikerowe zaczynają się właśnie od nauki koncentracji. Psom bardzo sie to podoba, bo wydaje im się, że dostają smakołyki za darmo. Tymczasem przewodnik wyłapuje te chwilki, kiedy pies choć przez sekundę na niego patrzy i klik i smakołyk. Stopniowo dążąc do tego, by pies jak najdłużej koncentrował się na twarzy przewodnika, nagradzając coraz dłuższe wpatrywanie się w pańcia:). Jeśli pies nie patrzy się na przewodnika, to nic, po prostu nie ma kliknięcia, a co za tym idzie, nie dostanie smakołyku. Psy bardzo szybko zaczynają kombinować za co dostają smaczki i co by tu zrobić by tego smaczka dostać:)